Trumnę właśnie opuszczono do grobu, a on wciąż stał, nie czując zimna ani przemoczonych ubrań przyklejających się do skóry. Czuł się, jakby wraz z nią pogrzebano całe jego życie.
Wokół niego byli ludzie: partnerzy biznesowi, dalecy krewni, znajomi, których widywał tylko raz w roku. Podchodzili, ściskali mu dłoń, wypowiadali słowa, których nauczył się na pamięć, ale prawie nic nie słyszał. Wiedział, że wielu przyszło nie tylko po to, by się pożegnać, ale by go obserwować: bogatych, wpływowych… a teraz samotnych.
