Amalia pogrzebała w swojej małej wełnianej torbie i wyciągnęła srebrny medalion.
Był stary, porysowany, ale wciąż elegancki.
— To było u Mamy. Powiedziała mi… że ten medalion pochodzi od bardzo dobrej kobiety, kobiety, która ją uratowała.
Amalia pogrzebała w swojej małej wełnianej torbie i wyciągnęła srebrny medalion.
Był stary, porysowany, ale wciąż elegancki.
— To było u Mamy. Powiedziała mi… że ten medalion pochodzi od bardzo dobrej kobiety, kobiety, która ją uratowała.
Delikatnie otworzyła medalion.
W środku było zdjęcie.
Jego żona.
I nieznana kobieta, która dziwnie przypominała Amalię.
Edward poczuł, że nogi mu słabną.
Chwycił się framugi drzwi.
„ Wyjaśnij mi to. Błagam cię ” – wymamrotał łamiącym się głosem.
Staruszka usiadła powoli, owinęła się szalikiem i westchnęła.
— Około jedenaście lat temu… Twoja żona uratowała młodą dziewczynę z ulicy. Zdesperowaną matkę, maltretowaną przez brutalnego męża. Uciekała, była w ciąży i nie miała dokąd pójść. Twoja żona ją ukryła, dała jej schronienie i chroniła przez cały okres ciąży.
Edward zamknął oczy.
Nigdy tego nie wiedział.
Nigdy.
— Dlaczego mi nigdy nie powiedziała?
Staruszka spojrzała na niego znacząco.
„ Bo wtedy… miałeś zbyt wiele problemów. Bała się, że odmówisz jej pomocy albo zmusisz ją do odesłania młodej matki”.
W umyśle Edwarda błysnęło wspomnienie:
pewnego wieczoru jego żona ze łzami w oczach powiedziała mu, że chce „pomóc komuś dla niej ważnemu”.
On, zbyt pochłonięty interesami, prawie ją zignorował.
Otworzył oczy, czując żal rozdzierający mu pierś.
— A dziewczyna… Amalia?
Starsza kobieta skinęła głową.
— Urodziła się w wiejskim domu twojej żony. Lucía, matka, była chora. Bardzo chora. Twoja żona wiedziała, że nie przeżyje. Więc obiecała jej coś…
Amalia mocniej ścisnęła medalion.
W jej oczach malowała się dojrzałość, dziwna jak na jej wiek.
„ Obiecała mu… że mnie zatrzyma. Że mnie ochroni” – powiedziało dziecko. „Ale…”
– Ale ?
— Powiedziała, że nie jesteś gotowy.
Nagle zapadła cisza.
Mężczyzna cofnął się o krok.
— Niegotowa? NA CO?!
— Dowiedzieć się… że ktoś na ciebie liczył, naprawdę — powiedziała staruszka.
Edward poczuł, jak gniew, ból i dezorientacja zlewają się w jedną, palącą masę.
— A dlaczego teraz? Dlaczego mówisz mi to wszystko po jego śmierci?
Starsza kobieta wstała i po raz pierwszy jej plecy nie wydawały się już tak zgarbione.