Po pogrzebie żony milioner szedł
Skinęła głową i wskazała na zaśnieżoną ulicę za nim.
Mężczyzna stał na śniegu.
Wysoki.
Szeroki.
Ubrany w ciemny płaszcz i o surowym wyrazie twarzy.
Zbliżał się powoli… zbyt wolno.
Amalia cofnęła się ze strachu.
„ To on!” krzyknęła nagle. „ To mąż Mamy!”
Edwardowi krew się ścięła.
Mężczyzna spojrzał gniewnie na starą kobietę, a potem na Edwarda.
„ Wygląda na to, że znalazłeś moją córkę” – powiedział ochryple.
„ Twoją córkę?!”. – odparł Edward, instynktownie stając przed Amalią.
„ Tak ” – zadrwił nowoprzybyły. „ Ona jest moja. A ty… nie masz tu nic do roboty”.
Wiatr wył między grobami.
Wtedy starsza kobieta gwałtownie wstała, a jej głos był zaskakująco donośny jak na jej wiek:
— NIE MASZ JUŻ ŻADNYCH PRAW DO TEGO DZIECKA!
Mężczyzna zmrużył oczy.
„ A ty, stara wiedźmo, kim ty jesteś, żeby…”