Świat Edwarda eksplodował.
— Nie… nie… co to jest?!
— Co twoja żona przed tobą ukrywała.
— Ona by mi nigdy tak nie skłamała…
Starsza kobieta położyła swoją wątłą rękę na oparciu krzesła.
— Umarli już nie kłamią, synu. To żywi odmawiają słuchania.
Następnie wypowiedziała zdanie, które wywołało pierwszy zwrot akcji:
— Twoja żona nigdy nie przestała chronić tego dziecka.
Bo ta dziewczyna… nie jest owocem zdrady.
Jest owocem poświęcenia.
Cisza.
Serce Edwarda biło tak szybko, że zapomniał o oddychaniu.
— Jakie… poświęcenie? — zdołał wykrztusić.
Stara kobieta się uśmiechnęła —
Smutny uśmiech, ale z nutką przewidywania.
— Wyjdź na zewnątrz. Ktoś na ciebie czeka.
Edward otworzył drzwi.
A tam, pod białym śniegiem…
Stała tam mała dziewczynka w wieku około dziesięciu lat, o ciemnych oczach i lekko kręconych włosach, ubrana w stary wełniany sweter.
Spojrzała mu prosto w oczy.
Bez strachu.
Bez zająknięnia.
Tylko pytanie, którego bogacz nigdy nie spodziewał się usłyszeć za swojego życia:
— Dzień dobry, proszę pana.