Po pogrzebie żony milioner szedł

Czy pan jest… moim tatą?

Śnieg padał bezszelestnie, ale w piersi Edwarda szalała burza.

Dziewczynka stała przed nim nieruchomo, z policzkami zaczerwienionymi od zimna, a w oczach błyszczała spokojna – niepokojąca – ciekawość.

Powtórzyła ciszej:

— Czy ty… jesteś moim tatą?

Milioner poczuł dreszcz przebiegający mu po kręgosłupie. Jego suche usta rozchyliły się, ale nie wydobył się z nich żaden dźwięk.

„ Ja… nie wiem” – odpowiedział w końcu ochrypłym głosem.

Dziewczynka lekko skinęła głową, jakby odpowiedź jej nie zaskoczyła.

„ Tak mówiła mama” – mruknęła. „ Że pewnego dnia przyjdziesz”.

— Mamo…?

— Tak… powiedziała, że ​​miałaś takie samo smutne spojrzenie.

Te słowa waliły Edwardowi w głowie niczym kamienie.

Odwrócił się gwałtownie w stronę staruszki.

— Co to znaczy?! Dlaczego to dziecko tak mówi?

Staruszka westchnęła, jakby czekała na ten moment od dawna.

— Powinieneś słuchać jego, nie mnie.

Dziewczynka zrobiła krok naprzód.

— Nazywam się Amalia .