Lodowaty chłód przeszył powietrze. To imię…
Było to imię, jakie jego żona zawsze marzyła dać swojej córce, gdyby kiedykolwiek ją mieli.
Serce Edwarda biło tak szybko, że czuł, jak jego płaszcz się porusza.
„ Kim jest twoja matka?” – zapytał napiętym głosem.
„ Miała na imię Lucía ” – odpowiedziała Amalia. „ Odeszła, kiedy miałam sześć lat”.
„ Zniknął? ” powtórzył, czując ucisk w gardle.
„ Nie żyje ” – poprawiło go łagodnie dziecko.
Edward się zachwiał.
Martwa kobieta.
Żywe dziecko.
Ukryty plik.
List napisany przez jego własną żonę.
Wszystko działo się w pośpiechu.
„ Dlaczego moja żona… nigdy mi nie powiedziała?” – zapytał niemal do siebie.
Staruszka podeszła i położyła drżące palce na ramieniu mężczyzny.
„ Bo to poważniejsza sprawa, niż ci się wydaje. A twoja żona myślała, że musi cię chronić…”