Śmiali się z „pokojówki” szorującej
Dla świata był człowiekiem, który potrafił przechylić szalę na swoją stronę jedną decyzją. Dla mnie był człowiekiem, który upierał się, żeby sam parzyć mi herbatę każdego ranka, mimo że mogliśmy sobie pozwolić na prywatnego kucharza z Paryża, gdybyśmy chcieli. Był człowiekiem, który rozmawiał uprzejmie z nieznajomymi, dawał hojne napiwki i traktował każdego portiera tak, jakby był ważny.
Ta gala była spełnieniem jego marzeń — charytatywny wieczór poświęcony dzieciom zmagającym się z przewlekłymi chorobami, wieczór mający na celu zebranie milionów, a jednocześnie przypominający wpływowym ludziom, jak ważne jest współczucie.
Taki był plan.
Ale życie ma ironiczne poczucie humoru.
Nathan się spóźnił – negocjacje zarządu, jedna z tych korporacyjnych sytuacji o wysokiej stawce, gdzie czas staje się elastyczny, a każda minuta traci na znaczeniu. Napisał SMS-a, że się spóźni, ale że wszystko jest pod kontrolą.
Nie wszystko było pod kontrolą.
I nie zdawałam sobie sprawy, jak bardzo, dopóki nie znudziło mnie bycie uśmiechniętą, uprzejmą gospodynią, do której zawsze się podchodziło, którą zawsze obserwowano. Więc się wymknęłam. Przebrałam się w uniform cateringowy. Związałam włosy w kok. Ot tak, z ciekawości.