Śmiali się z „pokojówki” szorującej

„Zrobisz, co ci każę.”

Kilku gości cicho chichotało w pobliżu, zabawionych przez hierarchię.

Więc poszedłem do kuchni.

Nie dlatego, że mnie kontrolowała.

Ponieważ historia nie była jeszcze skończona.

Upokorzenie, którego ludzie nie wiedzieli, że stwarzają

W kuchni panował chaos. Para. Hałas. Niekończące się talerze. Pole bitwy między porcelaną a wyczerpaniem. Zakasałam rękawy i szorowałam, a śmiech rozbrzmiewał mi nad głową niczym grzmot.

Victoria pojawiła się kilka minut później, jej pewność siebie była teraz podsycana alkoholem i poczuciem wyższości.

„No, spójrz” – uśmiechnęła się krzywo, przechylając głowę w moją stronę. „Znalazłaś swoje naturalne środowisko. Mydło ci pasuje”.

Jej głos ociekał jadem w cukrowej otoczce.

A w jej śmiechu, w krótkich rozkazach Margaret, w lekceważących uwagach i lekceważących poleceniach połowy sali balowej — w końcu zobaczyłem to wyraźnie:

Byli to ludzie, którzy nie uważali, że okrucieństwo ich definiuje.

Uważali, że poczucie wyższości je usprawiedliwia.

Nie widzieli ludzi.

Widzieli hierarchię.

Widzieli kategorie wartości.