Nie zaprzeczył. Po prostu położył na ladzie zmięty banknot dziesięcioeurowy i wyszeptał:
– To proszę zadbać przynajmniej o niego.
Pielęgniarka spojrzała na pieniądze, potem na chłopca. Może to był jego drżący głos, a może łzy, które desperacko próbował ukryć – ale coś w jej oczach złagodniało.
– Dobrze. Zobaczymy, co da się zrobić.
Mijały godziny. Deszcz nie ustawał. Ethan czekał na zewnątrz kliniki, przemoczony i zziębnięty, zbyt przerażony, by odejść, i zbyt biedny, by kupić sobie jedzenie.
Kiedy pielęgniarka w końcu wyszła, uśmiechnęła się blado.
– Przeżyje.