Wysoki, z potarganymi od wiatru brązowymi włosami, w dżinsach i flanelowej koszuli. Wyglądał jak każdy ojciec z sąsiedztwa. Nikt nie zgadłby, że jest milionerem.
Maksymilian König, założyciel odnoszącej sukcesy firmy zajmującej się bezpieczeństwem IT. Ale pieniądze nie mogły przywrócić mu żony. Cztery lata temu zmarła nagle na tętniaka. Bez ostrzeżenia. Bez pożegnania.
Od tamtej pory jego życie kręciło się wokół sześcioletniej córki Sophii — z takimi samymi zielonymi oczami i uśmiechem jak jej mama.
Sophia podbiegła do witryny.
„Tato, zobacz! Możemy wziąć dwa torty? Jeden na teraz, jeden na jutro?”
Gdy sprzedawczyni pakowała czekoladowy tort z kolorową posypką, wzrok Sophii zatrzymał się na Annie.
Nie wózek przyciągnął jej uwagę — jej kolega Markus też poruszał się na wózku. To był smutek bijący z twarzy Anny.
„Poczekaj chwilę” — powiedział cicho Max.
Uklęknął przy Annie, by być z nią na wysokości oczu.
„Dziś masz urodziny?”
Anna skinęła głową.