„Jesteś ładna” — oznajmiła bezpośrednio Sophia. „Dlaczego siedzisz na tym krześle? Masz naklejki? Markus ma wyścigowe auta.”
Anna uśmiechnęła się po raz pierwszy od dawna.
„Miałam wypadek. Moje nogi już nie działają. Ale to” — stuknęła w podłokietnik — „pomaga mi się poruszać. A naklejki? Może powinnam mieć.”
Sophia zmarszczyła brwi.
„Masz dwa problemy. Brak naklejek i brak tortu urodzinowego.”
Max spojrzał na Annę.
„Czy mogę podarować pani tort? Jako prezent od obcych, którzy uważają, że urodziny zawsze powinny mieć tort.”
Anna walczyła ze łzami.
„Nie mogę. Nawet mnie pan nie zna.”
„To się zmieni. Jestem Max. To Sophia. Teraz już nie jesteśmy obcy.”
„Urodziny bez tortu są nielegalne!” — potwierdziła poważnie Sophia.
Sprzedawczyni zapakowała tort.
„Dla solenizantki.”
Usiedli przy oknie. Zapalono małą świeczkę. Sophia zaczęła śpiewać „Sto lat”, dołączył Max, potem inni goście.
Chór nieznajomych świętował Annę — dziewczynę, która tak długo czuła się niewidzialna.
Zdmuchnęła świeczkę. Nie życzyła sobie cudów. Tylko by ta chwila trwała trochę dłużej.
Tego wieczoru Anna pojechała z nimi do domu. Zobaczyła fortepian — czarny Steinway. Dotknęła klawiszy. Zagrała cicho melodię, którą nuciła jej babcia.
Muzyka wróciła.