Bliźniacy miliardera urodzili się sparaliżowani i nie potrafili mówić – to, co zobaczył, gdy odkrył służącą, wprawiło go w osłupienie!

„Czy mogę z panią porozmawiać?” – zapytał.

„Oczywiście, panie von Falken.”

„Widziałem wczoraj, co się stało. Słyszałem, jak mówili.”

Clara nie wyglądała na zaskoczoną.

„Tak, panie.”

„Powiedzieli ‘mama’. Jak pani to zrobiła?”

Spojrzała spokojnie.

„Nie zrobiłam nic szczególnego. Codziennie z nimi rozmawiam. Czytam im. Śpiewam. Trzymam ich za ręce, gdy się boją. Może po prostu poczuli się na tyle bezpieczni, by odpowiedzieć.”

„Bezpieczni?” – powtórzył z niedowierzaniem. – „Po wszystkich pieniądzach, terapiach i lekarzach?”

„Czasem dziecku potrzeba tylko kogoś, kto go nie porzuci” – odpowiedziała cicho.

Te słowa utkwiły w nim głęboko.


Kilka dni później Richard stanął w progu pokoju dziecięcego i usłyszał melodię. Serce zabiło mu mocniej. Znał ją.

To była kołysanka, którą Karoline nuciła w ciąży. Wymyśliła ją sama.

„Skąd pani to zna?” – zapytał drżącym głosem.

Clara podała mu mały, zniszczony notes znaleziony za półką. Na stronie widniał zapisany ręką Karoline tekst. Nad nim jedno zdanie:

„Na wypadek, gdybym nie mogła być przy nich.”

Richard z trudem przełknął ślinę.

„Pomyślałam, że może chcieliby usłyszeć głos swojej mamy” – powiedziała Clara cicho.

Wtedy z ust Michaela wydobył się słaby dźwięk. Potem drugi.

„Cla…”

To nie było jeszcze pełne słowo, ale było początkiem.

Podczas burzy, która przetoczyła się tamtej nocy nad posiadłością, bliźniacy po raz pierwszy wyraźnie spróbowali wymówić imię Clary.

A gdy Richard położył dłoń na plecach syna i szepnął: