Córka miliardera od urodzenia nie wypowiedziała ani jednego słowa – aż do chwili, gdy biedny czarnoskóry chłopak zrobił coś niewyobrażalnego

Następnego ranka rozległ się hałas przy tylnej części posesji. Zwykle śmieci odbierała prywatna firma o czwartej rano. Ale tego dnia ktoś wyraźnie przeszukiwał ich kontenery.

Henry spojrzał przez okno. Nastolatek, może piętnasto- czy szesnastoletni, starannie sortował puszki i butelki. Nie robił bałaganu. Był chudy, ubrania miał znoszone, lecz czyste. Włosy zaplecione w schludne twisty. Obchodził się z każdym przedmiotem z szacunkiem i nucił piękną, nieznaną melodię.

I wtedy Eva wyszła do ogrodu.

Chłopak ją zauważył i uśmiechnął się.
– Hej, mała. Nie chciałem robić hałasu. Ratuję planetę, butelka po butelce.

– Jestem Noah. A ty jak masz na imię?

Eva oczywiście nie odpowiedziała.

– W porządku – wzruszył ramionami. – Nie musisz mówić. Moja mama mówiła, że ja gadam za dziesięciu.

Usiadła obok niego.

– Wiesz, co lubię w butelkach? One śpiewają.

Zagrał na szyjce butelki niski, żałobny dźwięk.
– Każda ma własny głos. Ta jest barytonem.

Oczy Evy rozszerzyły się.