Marina, oparta o jej ramię, wyszeptała:
— Ja też chcę, żebyś została na zawsze.
Rok później wzięli ślub nad jeziorem. Marina niosła obrączki z powagą i błyszczącymi oczami.
A po długim czasie zapytała cicho:
— Czy mogę kiedyś nazwać cię mamą?
Cláudia uklękła.
— Kiedy tylko będziesz gotowa.
Marina przytuliła ją mocno.
— Jestem gotowa. Dziękuję ci za wszystko, mamo.
I tak praca przyjęta z konieczności stała się nowym życiem. Dom, który był muzeum żałoby, znów stał się domem: z krokami, śmiechem, wspólnymi posiłkami i historiami szeptanymi przed snem.
Bo czasem ktoś, kto przychodzi posprzątać pokoje, niepostrzeżenie porządkuje też najciemniejsze zakamarki duszy. A kiedy nadzieja spotyka cierpliwe dłonie, potrafi zakwitnąć nawet po najokrutniejszej stracie.
Jeśli ta historia cię poruszyła, zostaw polubienie, udostępnij ją komuś, kto może jej potrzebować, i napisz w komentarzu, która scena została z tobą najdłużej. Twój głos ma znaczenie.