Dał kelnerce 5 dolarów, by ją przetestować – jej reakcja sprawiła, że miliarder przepisał testament

Deszcz w Seattle był bezlitosny – szara kurtyna, która zdawała się wypłukiwać kolory z miasta. Pozostawał tylko śliski asfalt i neon restauracji „Ruth 66” migoczący w kałuży. W środku powietrze pachniało zwietrzałą kawą, smażonym boczkiem i wilgotną wełną. Była 23:15 w we wtorek, a Sara Jenkins była już trzecią godzinę na swojej drugiej podwójnej zmianie.

Automatycznymi ruchami ścierała tłustą plamę z lady. W wieku 26 lat nosiła w sobie zmęczenie kogoś dwa razy starszego. Jej blond włosy były związane rozciągniętą gumką, fartuch poplamiony. Ukryciem spojrzała na telefon. Wiadomość od właścicielki mieszkania: „Czynsz jest zaległy, Saro. Masz czas do piątku, inaczej wymieniam zamki.”

Schowała telefon, walcząc ze łzami. Miała 40 dolarów na koncie, ale jej córka Mayia potrzebowała inhalatora za 50. Rachunek nigdy się nie zgadzał.

– Sara, przestań marzyć i wyczyść stolik numer sześć! – ryknął Rick, kierownik, którego styl zarządzania opierał się głównie na krzyku.
– Już to robię, Rick – odpowiedziała stanowczo.

Wtedy zadzwonił dzwonek nad drzwiami. Podmuch zimnego wiatru wpuścił do środka postać, która sprawiła, że klienci zamilkli. Starszy mężczyzna, zgarbiony, w brudnej wojskowej kurtce, jakby wyciągniętej ze śmietnika. Rick natychmiast zastąpił mu drogę.