Katarzyna długo milczała, patrząc w jeden punkt — tam, gdzie na ścianie drżał cień nocnej lampki w kształcie księżyca.


Ale na ekranie pojawiło się imię: „Monika”. Tylko imię. Bez nazwiska. Bez dopisku. Serce uderzyło jej w gardle. Nie otworzyła wiadomości. Po prostu patrzyła na świecący ekran, jak na dowód, że jej przeczucie nie było obłędem, lecz wiedzą. Gdy Michał wyszedł z łazienki, siedziała spokojnie z jego telefonem w ręku.
— Kim jest Monika? — zapytała równo. Zastygł. Na sekundę — zbyt długą. — Koleżanka z pracy — odpowiedział szybko. — Nowy projekt… — Gratulacje z okazji narodzin syna też należą do obowiązków służbowych? Jego twarz pobladła.