Monique Duval na chwilę pobladła. Błyszczący lureks jej kostiumu nagle wydał się śmieszny na tle wyblakłych desek i zapachu żywicy.


Monique zamarła. W jej oczach przemknęła uraza, potem coś na kształt zrozumienia. Powoli zdjęła rękawice poplamione zielenią. — Ja… — jej głos po raz pierwszy zadrżał. — Chciałam ją sprawdzić. Wiedzieć, że nie jest jedną z tych, które uciekają przy pierwszej trudności. Kamila spokojnie wytrzymała jej spojrzenie. — Sprawdzać można na różne sposoby — powiedziała cicho. — Ale upokorzenie nie jest najlepszym. Słowa nie brzmiały ostro, lecz była w nich twardość, której nie można było zignorować.