— Myślałaś, że rezygnacja z pielęgniarstwa to porażka. Ale wszystko, co zbudowałem, stoi na twoich pobudkach o 3:30 rano.
Wyciągnąłem list.
— Ta uczelnia na Wschodnim Wybrzeżu… to nie byle jaka szkoła.
I powiedziałem zdanie, które trzymałem w sobie:
— Jesienią zaczynam studia na jednym z najlepszych wydziałów inżynieryjnych w kraju. Z pełnym stypendium.
Najpierw cisza.
Potem eksplozja.
Ludzie wstali. Krzyki. Oklaski. Profesor Anderson ocierał oczy.
Mama płakała, wołając:
— Mój syn! Naprawdę tam idzie!
Na koniec powiedziałem cicho:
— Nie mówię tego, żeby się chwalić. Mówię to dla kogoś tutaj, kto jest jak ja. Praca waszych rodziców nie określa waszej wartości. I nie określa też ich wartości.
— Mamo… to dla ciebie. Dziękuję.
Po ceremonii w parkingu wyszeptała:
— Przeszedłeś przez to wszystko… a ja nie wiedziałam?
— Chciałem cię chronić.
— Następnym razem pozwól mi chronić ciebie.