— Teraz widać, kim jesteś.
Mail przyszedł we wtorek rano.
„Wynik rekrutacji”.
Kliknąłem.
„Gratulujemy…”
Przeczytałem trzy razy. Śmiech przeszedł w płacz.
Mama czytała list i jej twarz rozświetlała się jak od środka.
— Naprawdę idziesz na studia… naprawdę.
Świętowaliśmy tanią tortą i plastikowym banerem „GRATULACJE”.
Postanowiłem, że prawdziwy szczegół — nazwa uczelni i pełne stypendium — ogłoszę na zakończeniu roku. Chciałem, żeby to był jej moment.
W dniu ceremonii zobaczyłem ją wysoko na trybunach: wyprostowaną, dumną jak królowa.