Pewnego dnia Igor obiecał, że się poprawi, znajdzie pracę, stanie na nogi. Ale do tego potrzebny jest meldunek na co najmniej pół roku. Oficjalna rejestracja, żeby mógł zatrudnić się w porządnej firmie.
Andriej przez kilka tygodni szukał sposobu, by pomóc bratu. Odzywał się do wszystkich krewnych. Rodzice, Władimir Pietrowicz i Ludmiła Siergiejewna, mieszkali w kawalerce na obrzeżach i kategorycznie odmówili meldunku dla Igora po ostatniej kłótni.
— Jesteśmy na emeryturze, nie mamy na to siły — ucięła Ludmiła Siergiejewna. — Niech sam sobie radzi. Skoro nie chciał nas słuchać i żył ponad stan.
Inni krewni również nie palili się do pomagania Igorowi. Wszyscy znali jego charakter, słyszeli o awanturach i długach. Wujkowie i ciotki wymigiwali się różnymi wymówkami. I zostawało tylko ich wspólne trzypokojowe mieszkanie z Olgą.
Andriej przez kilka dni zbierał się na odwagę, zanim poruszył ten temat z żoną. Wiedział, że sprawa jest bolesna, że Olga nie zapomniała upokorzeń. Ale brat był w desperackiej sytuacji i mąż nie mógł zostawić go na ulicy.
Wieczorem, kiedy Olga wróciła z pracy zmęczona po ciężkim dniu, Andriej zaczął rozmowę z daleka. Nakrył do stołu, przygotował ulubione danie żony — pieczonego kurczaka z warzywami. Nalał herbaty i usiadł naprzeciwko niej.
— Olu, muszę z tobą porozmawiać o czymś ważnym.
— Słucham — Olga spojrzała na niego z napięciem.
— Chodzi o Igora. On jest teraz w bardzo trudnej sytuacji.
Olga odłożyła widelec.