— Wyglądała na zdenerwowaną. A potem… uśmiechnęła się dziwnie.
Serce Edwarda biło jak szalone. Umowa przestała mieć znaczenie. Patrzył na dziecko — zaciśnięte pięści, brudne paznokcie, strach w oczach.
— Mogłeś nic nie mówić — powiedział. — Dlaczego to zrobiłeś?
Zion spuścił wzrok.
— Bo mama mówi, że zawsze trzeba mówić prawdę. Nawet jeśli się boisz.
Wyniki badań przyszły po trzech godzinach. W soku wykryto ślady płynu do chłodnic zmieszanego ze słodzikiem — bezbarwnej, bezwonnej trucizny o opóźnionym działaniu. Jeden łyk nie zabiłby go od razu, ale w ciągu jednej–dwóch godzin doszłoby do niewydolności nerek.
Edward Fors — miliarder i mistrz kontroli — był bliżej śmierci, niż kiedykolwiek przypuszczał. I zawdzięczał życie sześcioletniemu chłopcu.
Kelnerka okazała się pracownicą tymczasową, zatrudnioną tydzień wcześniej. Fałszywe dokumenty, brak śladów w sieci, puste mieszkanie pod podanym adresem. Zamach był zaplanowany perfekcyjnie.