Samotny ojciec i dozorca gra na pianinie z niewidomą dziewczynką — nie wiedząc, że za drzwiami stoi jej matka, prezeska firmy

Jack rozpoznaje melodię. „Clair de Lune”.

Ale dźwięki są niepełne, poszarpane — jak puzzle z brakującymi elementami.

Obserwuje ją chwilę, po czym siada.

— Jesteś bardzo blisko — mówi cicho. — Ale w muzyce nie chodzi tylko o właściwe klawisze. Chodzi o przestrzeń między nutami.

Dziewczynka odwraca głowę w stronę jego głosu.

— Kim jesteś?

— Kimś, kto kiedyś grał — odpowiada. — Jak masz na imię?

— Lily.

— Piękne imię. Często tu przychodzisz?

Kiwa głową.