Jack rozpoznaje melodię. „Clair de Lune”.
Ale dźwięki są niepełne, poszarpane — jak puzzle z brakującymi elementami.
Obserwuje ją chwilę, po czym siada.
— Jesteś bardzo blisko — mówi cicho. — Ale w muzyce nie chodzi tylko o właściwe klawisze. Chodzi o przestrzeń między nutami.
Dziewczynka odwraca głowę w stronę jego głosu.
— Kim jesteś?
— Kimś, kto kiedyś grał — odpowiada. — Jak masz na imię?
— Lily.
— Piękne imię. Często tu przychodzisz?
Kiwa głową.