to przecież chore pieniądze! Na sali rozległy się brawa. Ktoś zagwizdał z uznaniem, ktoś pokiwał głową. — Brawo, synu! — głośno powiedziała ciotka Tomasza.


Najpierw nic nie zrozumiał. Potem pobladł. Potem poczerwieniał. W teczce leżały starannie ułożone wydruki: karta kredytowa, chwilówki, przelewy, odsetki, kary. Tabela. A na dole — suma końcowa, pogrubiona. — Co to ma znaczyć?! — ostro odezwała się Barbara Nowak, pochylając się nad stołem. — Tomasz, co ona ci podsunęła?! Maria spojrzała na teściową po raz pierwszy tego wieczoru wprost, bez spuszczania wzroku. — To są długi pani syna. Łączna kwota — nieco ponad osiemset tysięcy. Gratuluję, Barbaro. Część z nich to pani prezenty.