Wszyscy ignorowali zagubioną staruszkę – aż czarnoskóry nastolatek ujął jej dłoń…

W małym miasteczku u kresu surowej zimy osiemnastoletni czarnoskóry chłopak, sierota, jechał na starym rowerze swojej zmarłej matki. Walczył o przetrwanie, pracował jako dostawca i robił wszystko, co konieczne, by każdej nocy mieć gdzie spać. Gdy spieszył się, by zrealizować ostatnie zlecenie tego dnia, przy przystanku autobusowym natknął się na starszą kobietę – samotną i zdezorientowaną.
Pomóc jej oznaczało spóźnić się z dostawą i być może stracić jedyne miejsce do spania. Nie zawahał się jednak ani chwili. Odwiózł ją aż do domu. Nie wiedział, że jest miliarderką – i że to, co wydarzy się później, na zawsze odmieni jego życie.
Tamtego wieczoru wiatr stał się ostrzejszy – taki, który szczypie w uszy i cicho wślizguje się pod kołnierz, nawet gdy płaszcz jest szczelnie zapięty.