Svetlana stała przy kuchence, mieszając zupę drewnianą łyżką, gdy słowa Viktora spadły na nią jak grom z jasnego nieba.
— Jesteś nikim, żyjesz na mój koszt! — wrzasnął, rzucając pustą talerzem na stół po śniadaniu. — Siedziałaś w domu przez trzydzieści lat, zajmowałaś się dziećmi, a teraz masz jeszcze pretensje!
