Żadna niania nie wytrzymała z trojaczkami nawet jednego dnia – aż pojawiła się samotna matka!

Ciepłe światło późnego popołudnia wpadało przez wysokie okna willi Falkenbergów, gdy 35-letni wdowiec Jonathan Falkenberg stał w swoim gabinecie i czytał wypowiedzenie siódmej niani w ciągu zaledwie sześciu miesięcy. Każda wiadomość zawierała w gruncie rzeczy to samo: jego pięcioletnie trojaczki – Max, Leo i Paul – to po prostu zbyt wiele jak na jedną opiekunkę.
Jonathan rozumiał frustrację. Odkąd jego żona Kara zmarła dwa lata wcześniej w wyniku błędu medycznego, chłopcy stali się trudną do okiełznania jednością. To, co kiedyś było niewinnym przekomarzaniem się braci, przerodziło się w skoordynowaną strategię chaosu, która doprowadzała każdą dorosłą osobę do granic wytrzymałości.
Trojaczki były bystre, kreatywne i pełne energii. Ale nauczyły się też, że jeśli współpracują, potrafią przechytrzyć każdą formę autorytetu. Poprzednie nianie poddawały się po incydentach z farbą na suficie, strategicznych „bitwach na jedzenie” i spektakularnych próbach ucieczki z pokoi, które zawstydziłyby niejednego iluzjonistę.