– Moi chłopcy nie są typowymi dziećmi. Można powiedzieć, że stworzyli prawdziwy ruch oporu przeciwko dorosłej władzy. Są na tyle inteligentni, by opracowywać złożone plany, i na tyle wytrwali, by złamać nawet najbardziej doświadczoną opiekunkę.
Emma uśmiechnęła się łagodnie.
– Czy mogłabym ich poznać? Z doświadczenia wiem, że dzieci często reagują inaczej, kiedy czują się wysłuchane i zrozumiane, a nie tylko kontrolowane.
– Proszę bardzo. Ale ostrzegam – w tej chwili pewnie już planują kolejny numer.
Jakby na potwierdzenie zza drzwi dobiegł tupot stóp i szept.
Jonathan otworzył drzwi. Trzej chłopcy stali tuż za nimi. Najwyraźniej podsłuchiwali. Max, Leo i Paul byli niemal identyczni z wyglądu, lecz zupełnie różni charakterem. Max – przywódca – wysunął się do przodu z pewnością siebie kogoś, kto przywykł nadawać ton. Leo – strateg – obserwował z dystansu, oceniając sytuację. Paul – najbardziej wrażliwy – patrzył z ciekawością, lecz ostrożnie.
– Chłopcy, to pani Sommer. Interesuje się pracą niani.
Wymienili szybkie spojrzenia – takie, które między rodzeństwem mówią więcej niż tysiąc słów.
Zazwyczaj po takim sygnale następowało coś spektakularnie destrukcyjnego. Ale Emma wszystkich zaskoczyła. Kucnęła, by być z nimi na wysokości oczu, wciąż trzymając Sophie.
– Cześć, Max, Leo, Paul. Słyszałam, że jesteście bardzo mądrzy i świetnie potraficie współpracować. Jak na pięciolatków to naprawdę imponujące.
Max zmrużył oczy.
– Będzie nas pani zmuszać do drzemki, jedzenia warzyw i nudnych rzeczy jak inne nianie?
– To zależy – odpowiedziała poważnie. – Czy drzemki, warzywa i gry edukacyjne zawsze muszą być nudne?
– Tak! – odpowiedzieli chórem.
– W takim razie mamy wyzwanie. Częścią mojej pracy byłoby zadbać o to, żebyście mieli odpoczynek, zdrowe jedzenie i ciekawe zadania. Ale może znajdziemy sposób, by było to bardziej interesujące?
Leo spojrzał podejrzliwie.
– Inne też tak mówiły. A potem kazały nam siedzieć cicho.
– Rozumiem. Macie dużo energii i pomysłów. I może czujecie, że dorośli ciągle was hamują.
Paul podszedł bliżej.
– A dlaczego ma pani dziecko?
– To moja córka, Sophie. Nie ma taty w domu, więc przychodzi ze mną do pracy. Czy to wam przeszkadza?
Chłopcy znów wymienili spojrzenia.
– My też nie mamy mamy – powiedział cicho Max. – Może Sophie mogłaby być naszą małą siostrą.
Jonathan poczuł, jak ściska go w gardle.
Przez kolejną godzinę obserwował z dystansu, jak Emma zwiedza z chłopcami dom. Nie tłumiła ich energii. Słuchała. Pomagała im myśleć o konsekwencjach.
– Posortowaliśmy wszystkie książki w bibliotece według kolorów! – pochwalił się Max.