– Moi chłopcy nie są typowymi dziećmi. Można powiedzieć, że stworzyli prawdziwy ruch oporu przeciwko dorosłej władzy. Są na tyle inteligentni, by opracowywać złożone plany, i na tyle wytrwali, by złamać nawet najbardziej doświadczoną opiekunkę.
Emma uśmiechnęła się łagodnie.
– Czy mogłabym ich poznać? Z doświadczenia wiem, że dzieci często reagują inaczej, kiedy czują się wysłuchane i zrozumiane, a nie tylko kontrolowane.
– Proszę bardzo. Ale ostrzegam – w tej chwili pewnie już planują kolejny numer.
Jakby na potwierdzenie zza drzwi dobiegł tupot stóp i szept.
Jonathan otworzył drzwi. Trzej chłopcy stali tuż za nimi. Najwyraźniej podsłuchiwali. Max, Leo i Paul byli niemal identyczni z wyglądu, lecz zupełnie różni charakterem. Max – przywódca – wysunął się do przodu z pewnością siebie kogoś, kto przywykł nadawać ton. Leo – strateg – obserwował z dystansu, oceniając sytuację. Paul – najbardziej wrażliwy – patrzył z ciekawością, lecz ostrożnie.
– Chłopcy, to pani Sommer. Interesuje się pracą niani.
Wymienili szybkie spojrzenia – takie, które między rodzeństwem mówią więcej niż tysiąc słów.
Zazwyczaj po takim sygnale następowało coś spektakularnie destrukcyjnego. Ale Emma wszystkich zaskoczyła. Kucnęła, by być z nimi na wysokości oczu, wciąż trzymając Sophie.
– Cześć, Max, Leo, Paul. Słyszałam, że jesteście bardzo mądrzy i świetnie potraficie współpracować. Jak na pięciolatków to naprawdę imponujące.