Owinęła go w kurtkę od munduru i, całkowicie zapominając o zajęciach, książkach porozrzucanych na chodniku i rozbitym samochodzie, pobiegła do najbliższego szpitala. Pięć przecznic do kliniki San Lucas wydawało się najdłuższym odcinkiem w jej życiu. Ciężar dziecka rósł z każdym krokiem, a jej płuca paliły. Przechodnie rozstąpili się, niektórzy krzyczeli, inni wskazywali na miejsce zdarzenia, ale Patricia myślała tylko o tym, żeby się nie potknąć i zdążyć na czas. Wpadła na izbę przyjęć niczym huragan, jej mundur był poplamiony potem i krwią z pociętych dłoni. „Pomocy!” – krzyknęła łamiącym się głosem. „Proszę, on jest w bardzo złym stanie”. Zespół medyczny zareagował natychmiast. Pielęgniarka wzięła dziecko, a lekarze pobiegli. W zamieszaniu Patricia zobaczyła lekarza w średnim wieku podchodzącego do małego chłopca.
Biedna dziewczyna, spóźniona do szkoły, znajduje nieprzytomne dziecko
