“Dom opieki jest dla ciebie idealny, mamo,” mruknęli, zamykając drzwi mojej rezydencji, nie doceniając, że za sześć miesięcy będą w celi, a ja wznoszę toast za wolność.

A teraz usuwa ją jak niechcianą pracownicę.

„Czy wygnasz mnie z mojego własnego domu?” pytaniea, jej głos był spokojny, ale godny.

„Technicznie penthouse należy do korporacji”, honor Julian, zerkając na zegarek. „I już nie jesteś jego częścią. Masz minutę, zanim ochrona cię wyprowadzi.”

Wręczyli jej kartonowe pudełko z napisami „rzeczy osobiste”. W środku były tylko stare zdjęcia, z noszonym na planer i małym szklanym przycisku do papieru, który Julian podarował jej, gdy miał pięć lat.

Nie płakała.

Odmówiła tejże.

Niosąc pudełko, weszła do prywatnej windy. Gdy drzwi się zamknęły, zobaczyła, jak jej dzieci wznoszą toast za Sienną, wymazując ją z pamięci.

Na zewnątrz zimne miasto powitało ją okrutnie. Jej karty bankowe zostały anulowane. Jej kierowca został zwolniony. Była sama w mieście, które pomogła zbudować.

Siedząc na ławce w parku, otworzyła skórzany terminarz. Wypadła z niego zapieczętowana koperta – pożółkła ze starości. Nie pamiętała, kiedy ją tam włożyła.

Jaki zapomniany dokument, sporządzony dziesiątki lat wcześniej przez jej zmarłego męża, miał ujawnić ukrytą klauzulę, którą jej dzieci arogancko przeoczyły?

CZĘŚĆ 2: MATRARCHA POWSTAJE
W bladym świetle latarni ulicznej Eleanor rozłożyła dokument.

To był pierwotny akt założycielski Trust, sporządzony czterdzieści pięć lat temu, gdy Bellmore był już tylko rozpadającą się konstrukcją, którą ona i Thomas kupili za ostatnie oszczędności.

Julian i Clarissa, uzbrojeni w dyplomy MBA i drogich prawników, przestudiowali nowoczesne statuty spółek i niedawne pełnomocnictwa. Uznali ją za niepoczytalną i przejęli zarząd.

Ale zapomnieli o jednym: fundamenty są ważne.