Śnieg padał od świtu w Wigilię, spowijając Manhattan ciszą, która sprawiała, że nawet najbardziej ruchliwe ulice wydawały się święte. Thomas Bennett szedł energicznie Madison Avenue, trzymając na rękach swoją czteroletnią córeczkę Lily, a jej drobna twarz wtulona była w ramię jego skrojonego na miarę granatowego płaszcza. Dla każdego przechodnia wyglądał jak człowiek, który ma wszystko poukładane – prezes Bennett Capital Management, idealnie ubrany, poruszający się pewnym krokiem sukcesu.
Nie widzieli zmęczenia w jego oczach. Nie wiedzieli, że jego żona Jennifer zmarła osiemnaście miesięcy temu, ani że wciąż uczy się być matką i ojcem dla Lily. Nie mogli go widzieć leżącego bezsennie o trzeciej nad ranem i zastanawiającego się, czy robi cokolwiek dobrze, czy jego córka będzie pamiętać matkę, czy sama miłość wystarczy, gdy człowiek mozolnie zmaga się z żałobą, próbując utrzymać w ryzach cały świat małego człowieka.
