Przez dziesięć lat budziłem się przed nim. Dziesięć lat organizowania jego spotkań, posiłków, podróży. Dziesięć lat wstrzymywania własnych ambicji, „żeby on mógł odnieść sukces”.
A wieczorem, gdy stawiałam obiad na stole, powiedział to mimochodem, jakby prosił o więcej wody.
„Od przyszłego miesiąca dzielimy się wszystkim. Nie będę wspierać kogoś, kto nie dokłada się do naszych działań”.
