Pewnego popołudnia, stojąc w drzwiach, powiedział cicho:
„Zmieniłeś się.”
Uśmiechnąłem się.
„Nie. Przestałem się kurczyć.”
Wróciłam do pracy — nie z konieczności, lecz z wyboru.
Zacząłem doradzać kobietom w kwestii edukacji finansowej.
O umowach.
O klauzulach.
O niewidzialnej pracy.
Powiedziałem im:
„Nigdy nie pozwól, aby ktokolwiek przypisywał wartość twojemu wkładowi.”
Bo kiedy ktoś domaga się równości…
Upewnij się, że są gotowi stracić połowę.
Albo więcej.
To nie była zemsta.
To była rekultywacja.
Nie pokonałem go.
Odzyskałam siebie.
A kobieta, która przez dziesięć lat zarządzała każdym kontem…
Nigdy nie był najsłabszą osobą w tym domu.
On po prostu o tym nie wiedział.
Teraz już tak.