Stałam w pustym mieszkaniu z koszykiem kwiatów od kuriera i płakałam. Gdyby ktoś powiedział mi czterdzieści lat temu, że w dniu swoich siedemdziesiątych urodzin będę właśnie tak stała, uznałabym to za zły żart. Ale życie ma ponure poczucie humoru – i nie pyta, czy jesteś gotowa na puentę.
Tego czwartku rano obudziłam się o szóstej, choć nie musiałam nigdzie iść. Stare przyzwyczajenia – przez trzydzieści lat wstawałam przed świtem, żeby zdążyć na pierwszą zmianę do fabryki.
