Mam 62 lata, on 49 — mówił, że mnie kocha, a ja dbałam… aż w końcu wyrzuciłam go za drzwi

„Wynoś się” — usłyszałam własny głos.

„Słucham?”

„Wynoś się. Teraz.”

„Nie masz prawa.”

„Mam. To moje mieszkanie.”

Zaczął nerwowo chodzić.

„Dobra, dobra… zrobisz scenę, to zobaczysz, jak cię ludzie obgadają.”

„Niech obgadują.”

Wtedy weszła Ania. Za nią Piotr.

Ania spojrzała na Marka.

„Pakuj się.”

Piotr stanął w drzwiach jak ściana.

Marek próbował jeszcze:

„Irena, powiedz im, że przesadzają.”

Popatrzyłam na dzieci. Na ich napięte twarze. Na to, ile już razy udawały, że wszystko jest okej, żeby mnie nie zranić.

„Nie przesadzają” — powiedziałam. — „Ja za długo udawałam.”

Pakował się w ciszy. Rzucał rzeczy do torby. Na koniec odwrócił się w progu.

„Pożałujesz.”