— Marta, nie dam już rady. — Głos Pawła drżał, a ja czułam, jak serce rozbija mi się na kawałki. Stał w progu, z walizką w ręku, a dzieci spały w pokoju obok, nieświadome, że ich świat właśnie się rozpada. — Przepraszam, ale muszę odejść.
Nie odpowiedziałam. Nie mogłam. W głowie miałam tylko jedno: co teraz? Kiedy drzwi się zamknęły, osunęłam się na podłogę, a łzy płynęły bez końca. Przez kolejne dni funkcjonowałam jak automat. Zosia, moja sześcioletnia córeczka, pytała: — Mamo, gdzie tata? — a ja nie potrafiłam znaleźć słów. Kuba, młodszy o dwa lata, tulił się do mnie, jakby wyczuwał, że coś jest nie tak.
