Teraz, gdy Michał jest dorosły, wciąż mam wrażenie, że widzi we mnie winowajczynię. Często słyszę od niego, że przez moje decyzje nie miał normalnego dzieciństwa, że nie pozwoliłam mu być blisko z ojcem. Próbuję mu tłumaczyć, że robiłam wszystko, co mogłam, że chciałam go chronić przed kolejnymi rozczarowaniami. Ale on nie chce słuchać. Dla niego to ja jestem tą złą, tą, która zniszczyła mu życie.
Czasem zastanawiam się, czy mogłam postąpić inaczej. Może powinnam była pozwolić mu jechać z Andrzejem, nawet jeśli wiedziałam, że to się źle skończy. Może powinnam była być mniej stanowcza, bardziej wyrozumiała. Ale wtedy wydawało mi się, że robię to, co najlepsze dla mojego dziecka. Teraz nie jestem już tego taka pewna.
Patrzę na Michała i widzę w jego oczach żal, którego nie potrafię już zmazać. Próbuję z nim rozmawiać, ale on coraz częściej unika mnie, zamyka się w sobie. Boję się, że stracę go na zawsze, że nigdy nie zrozumie, ile mnie to wszystko kosztowało. Czasem pytam siebie: czy naprawdę jestem tą złą? Czy można być dobrym rodzicem, jeśli dziecko widzi w tobie wroga? Czy poświęcenie matki zawsze musi być niezrozumiane?
Może kiedyś Michał zrozumie, jak bardzo go kochałam. Może kiedyś wybaczy mi moje błędy. Ale czy ja sama potrafię sobie wybaczyć? Czy każda matka musi przejść przez to piekło niezrozumienia? Jak długo jeszcze będę czekać na odpowiedź, której być może nigdy nie usłyszę?