Dlaczego słowa żebraka sprawiły, że milioner stracił zainteresowanie

Andriej skrzywił się. Obok niego stała pulchna kobieta w białym fartuchu i patrzyła na niego podejrzliwie.

„Ja…” Zawahał się. „Szukam terapeuty. Dla dziecka.”

„Recepcja jest na pierwszym piętrze” – powiedziała sucho kobieta. „Osoby z zewnątrz nie mają tu wstępu”.

Andriej skinął głową i pospieszył w stronę schodów. Serce wciąż mu waliło. Udało mu się. Zobaczył ją. I teraz wiedział na pewno: to jego córka. Nie było potrzeby żadnych badań. Czuł to każdą komórką.

Ale co dalej?

Wyszedł z kliniki i zatrzymał się przy wejściu, zapalając papierosa. Rzucił palenie pięć lat temu, kiedy u Olgi zdiagnozowano chorobę, ale teraz sięgał po papierosa.

— Czy palisz?

Odwrócił się. Taya stała w drzwiach, w lekkiej kurtce przewieszonej przez ramiona. Najwyraźniej wyszła na przerwę.

„Tak” – zdołał powiedzieć. „Przepraszam, czy tu nie wolno?”

„Możesz” – wzruszyła ramionami. „Po prostu wszyscy zazwyczaj idą za róg. Tam jest ławka”.

Wyciągnęła z kieszeni paczkę papierosów i wyjęła jednego. Andriej automatycznie podał jej zapalniczkę.

„Dziękuję”. Taya zaciągnęła się i wydmuchnęła dym. „Do kogo przyszłaś? Widziałam cię na drugim piętrze”.

„Ja?” Gorączkowo szukał odpowiednich słów. „Chciałem umówić mojego siostrzeńca na wizytę. Do lekarza”.

– Aha, rozumiem. Recepcja jest czynna do szóstej. Dasz radę.

Stali obok siebie, paląc papierosy, i Andriej zrozumiał, że to szaleństwo: mówić w ten sposób, beztrosko, do własnej córki, która nie miała pojęcia, kim on jest. Ale nie mógł się zmusić, żeby odejść.

„Czy jest pani pielęgniarką?” zapytał, chociaż znał odpowiedź.

– Tak. Już jedenaście lat.

– Tak jak?

Taya uśmiechnęła się smutno i gorzko.

„Lubić” to nieodpowiednie słowo. Dzieci są szczere. Z nimi jest łatwiej niż z dorosłymi. Dorośli kłamią i przekręcają. Dzieci – nigdy.

Było coś osobistego w tych słowach, jakiś głęboko skrywany ból. Andriej chciał zapytać, ale nie odważył się.

„Dobra” – Taya wrzuciła niedopałek do kosza na śmieci. „Muszę iść. Powodzenia z siostrzeńcem!”

Odwróciła się i ruszyła w stronę drzwi. Andriej patrzył, jak odchodzi, a wszystko w nim krzyczało: „Stój! Powiedz jej! Powiedz jej prawdę!”

“Czekaj!” wykrzyknął.

Taya się odwróciła.

– Tak?

Otworzył usta i nie mógł mówić. Co by powiedział? „Jestem twoim ojcem, tym, którego nigdy nie znałaś? Porzuciłem twoją matkę trzydzieści lat temu?” Pomyślałaby, że oszalał.

„Nic” – mruknął. „Przepraszam. Wyobraziłem to sobie”.

Taja wzruszyła ramionami i zniknęła za drzwiami. Andriej stał tam przez długi czas, wpatrując się w zamknięte drzwi. Potem powoli ruszył w stronę samochodu.

Tego wieczoru poszedł ponownie odwiedzić Zinaidę Matwiejewnę. Staruszka nie była zaskoczona jego widokiem.

„Widziałeś ją?” zapytała zamiast przywitać się.

— Widziałem. Nawet powiedziałem.

– I co?

— Nie potrafiłem tego powiedzieć. Nie mogłem znaleźć słów.

Zinaida Matwiejewna westchnęła.

„Tak myślałem. Bałeś się wtedy, trzydzieści lat temu, i boisz się teraz”.

Słowa były ostre, ale sprawiedliwe. Andriej nie protestował.

„Opowiedz mi o niej” – poprosił. „O Tayi. Jaka ona jest?”

Staruszka milczała przez długi czas, patrząc przez okno. Potem przemówiła cicho, powoli, jakby przesuwała palcami różaniec wspomnień:

— Urodziła się w kwietniu. Czeremchy były wtedy w pełnym rozkwicie, białe i bujne. Nastenka bardzo cierpiała podczas porodu. Myśleli, że nie przeżyje. Ale przeżyła. I Taja też przeżyła. Była mała i słaba. Lekarze mówili, że nie przeżyje. Ale dała radę. Uparta, zupełnie jak ty.

Andriej słuchał, chłonąc każde słowo.

— W szkole była świetną uczennicą. Chciała zostać lekarzem, ale nie miała wystarczająco dużo pieniędzy. Poszła na medycynę. Pracuje od osiemnastego roku życia. Najpierw w szpitalu, potem przeniosła się do kliniki. Mówi, że tam jest spokojniej.

„A co z twoim życiem osobistym?” – zapytał ostrożnie. „Czy był ktoś?”

„Był. Jakieś osiem lat temu. Wydawał się dobrym facetem. Planowaliśmy ślub. A potem Nastenka zachorowała i on…” Staruszka machnęła ręką. „Uciekł. Powiedział, że nie jest gotowy na takie problemy. Taja wtedy omal nie oszalała. Jej matka umierała, a on ją zdradził. Od tamtej pory nie dopuszcza nikogo do siebie.”

Andriej zacisnął pięści. Poczuł irracjonalną wściekłość na osobę, której nigdy nie spotkał. Jak śmiał? Jak śmiał ją porzucić w takiej chwili? „A ty jak się masz lepiej?” – wyszeptał głos w jego wnętrzu. „Porzuciłeś ją, zanim się jeszcze urodziła”.

„Jest coś jeszcze” – głos Zinaidy Matwiejewny stał się poważniejszy. „Coś, czego nie wiesz”.

– Co?

Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!

REKLAMA