Płacz przeszywał kabinę samolotu niczym syrena, sprawiając, że pasażerowie wiercili się na siedzeniach i odwracali głowy z irytacją. Rachel Martinez przytuliła mocniej swoją sześciomiesięczną córeczkę, Sophię, do piersi, szepcząc przeprosiny każdemu, kto był w zasięgu słuchu. Płacz dziecka zdawał się być głośniejszy w ciasnej klasie ekonomicznej, a Rachel czuła na plecach ciężar osądzających spojrzeń.
„Proszę, kochanie, proszę” – mruknęła, delikatnie kołysząc Sophię, gdy zmęczenie zatarło jej wzrok.
