To był jeden z tych momentów, które pamięta się latami. Styczeń 2012 roku. Młoda matka zgłasza porwanie swojej córki. Cała Polska wstrzymuje oddech. Rusza akcja poszukiwawcza, zaangażowani są policjanci, wolontariusze, mieszkańcy. Wydaje się, że liczy się każda minuta. Ale szybko okazuje się, że to nie była prawda. I że cała historia miała zupełnie inny, tragiczny finał.
Zobacz też: Ciężko uwierzyć jak wygląda grób Tadeusza Dudy. Nie tego się wszyscy spodziewali…
Madzia nie została porwana. Umarła w domu
Katarzyna W. początkowo twierdziła, że została napadnięta, a jej córeczka porwana. Opowieść była dramatyczna, pełna szczegółów. Szybko trafiła do mediów i zaczęła żyć własnym życiem.
