Wtedy zrozumiałem: to nie był po prostu gospodarz szpiegujący swoich gości za pomocą ukrytego urządzenia podsłuchowego. W tym tak zwanym „domu wakacyjnym” działo się coś o wiele poważniejszego.
Airbnb, które tak naprawdę nie było Airbnb.
Im dłużej o tym myślałem, tym bardziej to stawało się oczywiste. To miejsce wcale nie było prawdziwym wynajmem wakacyjnym. Nie było to gościnny dom otwarty dla podróżnych, którzy mogliby zarobić dodatkowe pieniądze.
To była fasada.
System zaprojektowany do obserwacji, rejestrowania, a może nawet śledzenia osób, które tam przebywały. „Opinie”, które nas uspokajały, były prawdopodobnie fałszywe. Inscenizowane zdjęcia, które dawały nam poczucie bezpieczeństwa, były niczym innym, jak sprytnie zaaranżowanymi iluzjami.
Nie byliśmy po prostu gośćmi w domu obcej osoby. Byliśmy pionkami w grze, której jeszcze nie rozumieliśmy.
Zerwanie połączenia.
Tej nocy jechaliśmy godzinami, starając się oddalić jak najdalej od tego domu. Docierając do hotelu w sąsiednim mieście, byliśmy wyczerpani, ale ogarnął nas nowy strach.