. Zmieniają się priorytety.
Na początku to była rodzina: dzieci, żona, dom. Konserwatorze, po raz pierwszy myślę o sobie. Kupuję sobie książki, ubrania, pozwalam sobie na odpoczynek. A jednak czasami dręczy mnie poczucie winy, jakby jakiś wewnętrzny głos szeptał: „Jesteś egoistą”. Ale tak naprawdę to nie egoizm, tylko dbanie o siebie.
2. Pojawia się poczucie winy i lęk.
Codziennie waham się między „zasługuję na spokój” a „straciłem coś ważnego”. Czasami brakuje mi ramienia, na którym mógłbym się oprzeć. Są chwile, kiedy po prostu chciałbym, żeby ktoś mnie przytulił i powiedział: „Wszystko będzie dobrze”. Ale w domu to koszmar. A ta cisza jest silniejsza niż jakiekolwiek słowa.
3. W odosobnieniu.
Na początku boli. Potem to podwójna dawka odosobnienia. Nikt nie krytykuje, niczego nie żąda, nie sprzeciwia się. Ale z czasem ożywione wymiany zdań, uśmiechy i spontaniczność znikają. W pewnym momencie człowiek uświadamia sobie: komfort nie rymuje się ze szczęściem.
Czego się o sobie dowiedziałem
Odosobnienie to nie odosobnienie. To po prostu chwila wytchnienia, chwila na ponowne połączenie się z samym sobą. Ale jeśli zbyt długo w nim tkwisz, ryzykujesz utratę radości życia. Teraz staram się stopniowo odbudować kontakt ze światem, częściej wychodzić, komunikować się, uczyć się na nowo wierzyć. Nie mam już dwudziestu lat, ale wierzę, że życie się nie skończyło. To po prostu początek nowego rozdziału.