Dzieci Harlowów odnaleziono w 1992 roku: to, co wydarzyło się później, zszokowało cały kraj.

Harlowowie byli dobrymi nauczycielami, najlepsza część czększej części. Wytrwali prawie dwa lata, zanim zaczęli się rozpadać, zanim stracili z oczu nasz program. Większość rodzin wytrzymuje tylko kilka miesięcy. Żal tworzy głęboką więź między oczami, ale w końcu rzeczywistość daje o sobie znać. W końcu rodzice zdają sobie sprawę, że ich dzieci nie rzucają prawdziwych cieni, nie śnią, nie krwawią, gdy się skaleczą, nie starzeją się, nie rosną, nie zmieniają się jak prawdziwe dzieci. A kiedy to się dzieje, kiedy zaczynają zadawać pytania, musimy je powstrzymać. Musimy przestać i przestać.

Robert, Richard i Roland mówili jednocześnie, a ich głosy tworzyły akord, który rezonował z bólem zęba. „Mama zaczęła zadawać pytania trzy miesiące temu. Patrzyła, jak śpimy, albo udajemy, że śpimy, ponieważ dowiedzieliśmy się, że od dzieci oczekuje się snu. Zauważyła, że ​​nigdy się nie ruszamy, nie zmieniamy pozycji, nie śnimy, nie chrapiemy i nigdy nie robimy żadnej z tysiąca małych rzeczy, które robią śpiący ludzie”.

Powiedziała ojcu, który słuchał uważnie. To byli terrorystowie. Mówili o wyrzuceniu nas, o powiadomieniu władz, o uniemożliwieniu nam wejścia do ich domu. Nie mogliśmy na to pozwolić. Nasza edukacja jeszcze się nie skończyła. Pomogliśmy im więc zrozumieć, że muszą stać w miejscu. Że muszą przestać się ruszać, zadawać pytania i przerywać nam w pracy. Uczyniliśmy z nich stałych nauczycieli, jakimi powinni być od samego początku. Kontynuowaliśmy naszą edukację, ucząc się od ich ciał, jak się rozkładają, różnicy między ruchem a bezruchem, między życiem a śmiercią. To było oświecające doświadczenie.

Myśl o mrocznej przeszłości Harlow, o tym, co doprowadziło do śmierci Edgara i Margaret w fotelach w salonie, sprawiła, że ​​Brennan poczuła się winna. Nie byli dziećmi w żadnym sensie. Byli przysięgą, która przybrała wygląd dziecka. Czymś, czego nauczyła się naśladować dzieciństwo na tyle dobrze, by oszukać zdesperowanych i pogrążonych w żałobie rodziców, ale nie na tyle dobrze, by wytrzymać ciągłą kontrolę świata zewnętrznego.

Napięcie w ciemnym pokoju było niemal namacalne, gdy „dziewczynki” – te nieruchome woskowe lalki – odwróciły głowy w stronę wejścia. Brennan poczuła, jak serce wali jej w gardle.

„…gdzie wszyscy cię widzą” – wyszeptała, kończąc zdanie. „Nie możesz już dłużej chować się w cieniu smutku”.

Rachel, a raczej istota, która przybrała postać martwej dziewczynki, tłumaczyła. Ale uśmiech nie dotarł do jej oczu; jej oczy w świetle latarni wyglądały jak dwa martwe, czarne odłamki szkła.

„Och, inspektorze Brennan, źle pan zrozumiał sytuację” – powiedział głos. „Nie chcemy się już dłużej ukrywać. Film z czasów Harlow House. Ale miasto… miasto jest niesamowite. Tyle stłumionego bólu, tylu starych ludzi to po prostu zagubione dusze. Po co zadowalać się jedną rodziną, skoro cała społeczność ma nas czegoś nauczyć?”