Ten portret studyjny dwóch „bliźniaczek” z 1919 roku wygląda uroczo, jeśli nie zwróci się uwagę na buty.

Dwie dziewczynki w identycznych białych sukienkach, trzymające się za ręce, uśmiechają się do aparatu w dobrze oświetlonym studiu w Chicago.

Jednak jeden szczegół nie dawał spokoju kuratorowi.

Margaret Holloway pracowała w Chicago Historical Society przez 17 lat i skatalogowała tysiące portretów rodzinnych z miejskich studiów fotograficznych z początku XX wieku.

Wiedziała, co pasuje, a co nie.

Zdjęcie to trafiło do pudełka z darowiznami z wyprzedaży majątku na południowej stronie miasta, razem z księgami rachunkowymi, korespondencją i materiałami promocyjnymi dawno nieistniejącej agencji pomocy społecznej dla dzieci o nazwie Illinois Home Finding Association.

Dziewczynki wyglądały na około osiem lub dziewięć lat.

Miały zakręcone włosy upięte w ten sam sposób.

Ich sukienki były identyczne, łącznie z koronkowymi kołnierzykami i bufiastymi rękawami.

Stały na tle namalowanego ogrodu, popularnego w tamtych czasach w fotografii studyjnej.

Wszystko w tej kompozycji sugerowało dobrobyt i troskę.

Wszystko oprócz butów.

Margaret przybliżyła zdjęcie pod lampą powiększającą w swoim laboratorium konserwatorskim.

Dziewczynka po lewej stronie miała na sobie skórzane buty zapinane na guziki, wypolerowane i nowe.

Dziewczynka po prawej miała na sobie coś zupełnie innego.

 

Na pierwszy rzut oka wyglądały podobnie, ale pod lupą Margaret dostrzegła różnicę.

Surowa płótna ręcznie zszyta nierównymi szwami.

Czubek buta był lekko zapadnięty.

Podeszwa wyglądała na warstwową tkaninę, a nie skórę.

Były to buty instytucjonalne, takie, jakie robiono w warsztatach, gdy budżet był ograniczony.

Margaret odwróciła zdjęcie.

Na odwrocie wyblakłym atramentem ktoś napisał: „Bliźniaczki Moyer razem.

Czerwiec 1919 r., historia sukcesu do raportu rocznego”.

Ale jeśli były to bliźniaczki z tej samej rodziny, dlaczego jedna miała buty kupione w sklepie, a druga ręcznie robione buty instytucjonalne? Margaret ostrożnie odłożyła zdjęcie.

To nie było tylko ładne stare zdjęcie.

Coś tu było nie tak.

Margaret spędziła prawie dwie dekady, badając zdjęcia, o których rodziny chciały zapomnieć, a instytucje chciały zmienić.

Widziała zdjęcia usuwane z kolekcji, ponieważ pokazywały niewygodną prawdę o warunkach pracy, segregacji rasowej lub traktowaniu imigrantów.

Nauczyła się czytać zdjęcia tak, jak śledczy czyta miejsce zbrodni.

Każdy przedmiot, każdy wyraz twarzy, każda relacja przestrzenna opowiadała historię, która często była sprzeczna z podpisem.

Wyregulowała skaner i sfotografowała odbitkę w wysokiej rozdzielczości, a następnie ostrożnie zdjęła ją z kartonowej ramki.

Ramka była drukowanym materiałem Illinois Home Finding Association z ozdobnymi ramkami i napisem: „Budowanie chrześcijańskich rodzin poprzez umieszczanie dzieci”.