„Co teraz? Kto zapłaci rachunki? Czy zdajesz sobie sprawę, w jaki bałagan wpędzasz mnie i całą naszą rodzinę? Jesteś do niczego, Leno. Absolutnie do niczego. Siedzisz w swoim biurze, przeglądasz papiery, a na koniec nawet nie potrafisz sobie z nimi poradzić”.
Poczułem gulę w gardle, a łzy piekły mnie w oczy. Ale nie były to łzy żalu, raczej olśnienia.
