Tego ranka wcisnąłem się do zatłoczonego autobusu, gdy drzwi się zamykały, ciężar dnia przyciskał mocniej niż spakowani pasażerowie wokół mnie.
Był to wczesny kwiecień, rodzaj wilgotnego wiosennego ranka, kiedy szyby autobusowe zaparowały od całego oddechu i ciepła ciała.
