To było tuż po północy w naszym małym, skrzypiącym domu na skraju miasta, kiedy czarny pies zaczął znowu warczeć.
Moja żona i ja właśnie zadomowiliśmy się w łóżku, dziecko śpiące w żłobku na końcu korytarza, kiedy pojawił się dźwięk – niski, ciągły i wypełniony krawędzią, której nie mogłem wyjaśnić.
