Pod nogami kobiety, pomiędzy pedałem a dywanikiem, zauważyłem małe, zaokrąglone na rogach metalowe pudełko, z którego cienki kabel prowadził pod siedzenie. Na obudowie migało czerwone światełko. Przez ułamek sekundy przemknęła mi przez głowę najczarniejsza myśl: domowej roboty ładunek wybuchowy.
Spojrzałem na nią. Była cała spięta, jej dłonie drżały na kierownicy.
