— Wybacz mi, ciociu Zoju… — wyszeptała Elina, a łzy zaczęły płynąć bez oporu po jej policzkach.
Starsza kobieta nie odpowiedziała od razu. Patrzyła tylko — uważnie, głęboko, jakby próbowała odnaleźć w tych zmęczonych oczach dziewczynkę, którą kiedyś znała. W jej spojrzeniu nie było gniewu. Tylko smutek. I coś jeszcze — ulga.
