Moi dziadkowie przeżyli razem pięćdziesiąt siedem lat małżeństwa. Ich miłość nie potrzebowała wielkich gestów ani głośnych deklaracji — była cicha, stała i obecna w drobiazgach, które łatwo przeoczyć, jeśli nie patrzy się uważnie.
W każdą sobotę rano dziadek, Thomas, przynosił babci świeży bukiet. Czasem były to polne kwiaty, innym razem tulipany, ale zawsze układał je zanim się obudziła i ustawiał w wazonie z taką delikatnością, jakby wykonywał mały, prywatny rytuał.
